Nadopiekuńcza matka – wszystkim się zamartwiam!

Nadopiekuńcza matka i jej problemy

Jestem nadopiekuńczą matką i nic na to nie poradzę!

Pamiętam dzień narodzin mojej córki. Pierwsze spojrzenie i od razu się zakochałam. Przez pół godziny płakałam ponieważ nie mogłam uwierzyć we wspaniały cud narodzin, który właśnie nastąpił. Wydałam na świat nowe stworzenie – słodkie, kochane i bezbronne. Okres karmienia piersią był najpiękniejszym czasem w moim życiu. Nigdy nie czułam takiej euforii jak wtedy. Pamiętam jak dziś moją obietnicę złożoną małemu aniołkowi – nigdy nie pozwolę, aby stała ci się krzywda! Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mam problem – byłam nadopiekuńczą matką!

Ty mój słodki bobasku

Tak bardzo wdzięk mojej córki mnie zauroczył, że byłam święcie przekonana o jej wyjątkowości. O tym, że jest piękniejsza i mądrzejsza od innych dzieci. To samo czułam po narodzinach syna. Oczywiście ten stan mija i człowiek po pewnym czasie uświadamia sobie fakt, że jego dzieciątka wyglądają i rozwijają się tak, jak miliony innych słodkich bobasków.

Zobacz tez: Choroba sieroca u dorosłych

Nadopiekuńcza matka sama wychowa swoje dziecko

Czasami wydaje się nam, że tylko my jako matki jesteśmy najmądrzejsze i wiemy co jest dla maluszka najlepsze. Niestety ja także nie potrafiłam się od tej myśli uwolnić. Przez to stałam się niewolnikiem własnego dziecka. Uważałam, że sama sobie poradzę i najlepiej jeżeli tylko ja będę się nim zajmowała. Myśl, że mogłoby zostać z o opiekunką, która była dla niego obcą osobą (lub psychopatką) nie była dla mnie do przyjęcia. Nie ufałam teściowej, unikałam także zostawiania dzieci pod opieką ciotek. Nie docierało do mnie, że zabawa z innymi osobami dobrze wpływa na malucha, kształtuje jego rozwój społeczny i uczy jak zachować się w towarzystwie innym niż mama.

Czy moje dziecko jest ciężko chore?

Każda choroba, każde kichnięcie, czy katar sprawiał, że w mojej głowie roiły się najgorsze myśli. Jak już pojawiła się gorączka to szybko pakowałam dzieci do auta i jechałam do lekarza, który zazwyczaj przepisywał leki przeciwgorączkowe i kazał dziecku odpoczywać. Oczywiście jego diagnoza i leczenie mnie nie satysfakcjonowały ponieważ wyobrażałam sobie najgorsze. Wydawało mi się, że moje dziecko będzie miało powikłania, dostanie zapalenia opon mózgowych lub sepsy. Jako nadopiekuńcza matka ciągle się zamartwiałam.

Zobacz też: Spanie z dzieckiem – korzyści i zagrożenia

Nadopiekuńcza mama i szczepienia ochronne

Pewnego dnia natchnęłam się na artykuł udostępniony przez koleżankę na Facebooku. Był to wpis na temat niebezpiecznych szczepień, w których skład wchodził tiomersal. I zaczęło się! Szukałam miliony artykułów na temat szczepień ochronnych niemowląt. Potrafiłam całymi godzinami czytać o badaniach naukowych, które potwierdzają przypadki powikłań poszczepiennych. W końcu zdecydowałam się na płatne szczepienia, ale to i tak nie było zadowalające bo zamiast tiomersalu w ich składzie znajdowały się inne toksyczne substancje, które mogły uszkodzić mózg dziecka i spowodować ciężkie upośledzenie, w tym autyzm. Oczywiście zaszczepiłam swoje dzieci – uważam, że ich brak może doprowadzić do powrotu epidemii chorób zakaźnych, a tego przecież chcemy uniknąć. Nie ulega jednak wątpliwości, że za każdym razem kiedy udawałam się do przychodni i sczepiłam dzieci drżałam ze strachu o ich zdrowie. Na szczęście wszystko zazwyczaj kończyło się dobrze. Oprócz gorączki i osłabienia nie wystąpiły żadne poważne powikłania. Rozsądek wygrał z umysłem nadopiekuńczej matki.

Zobacz też: Bunt dwulatka i problemy z małym złośnikiem

Doktor Google wszystko Ci powie

Nakręcanie się i wyszukiwanie dziecku chorób, które tak naprawdę nie istnieją jest okropnym stanem. Przeszukiwanie Internetu artykuł po artykule, budzi w nadopiekuńczej matce jeszcze większy niepokój i świadomość, że dziecko może być poważnie chore. Ograniczanie wolności, ochrona przed krzywdą i błędami a także kontrola każdego kroku nie jest dobre ani dla matki, ani dla dziecka. Lęk i ciągłe zamartwianie się pcha w jeszcze większą spiralę bezsilności.

Pewnego dnia dotarło do mnie, że takie zachowanie do niczego dobrego nie prowadzi. I chyba mi się udało wyleczyć. Zrozumiałam, że nadopiekuńcza matka nieświadomie krzywdzi swoje dziecko. Spanikowana, wiecznie zestresowana i zagubiona w swoim świecie może w końcu oszaleć. Lepiej podejść do wychowania w sposób zdrowy, być kochająca matką ale i rozsądną. Dziecko jest najważniejsze, ale przecież wokół nas istnieje jeszcze świat i inni ludzie. Skupianie się tylko na potrzebach malucha i ograniczenie mu wolności ze strachu o jego zdrowie jest nieracjonalne. Wychowujmy dzieci z szacunkiem, dajmy im trochę niezależności i czas na własne życie. Aby poznać świat muszą się czasem ubrudzić, przewrócić, zezłościć i pokłócić z rówieśnikami. Nie uchronimy ich od tego, nie przeżyjemy za nich życia. Nie zamykajmy dzieci w szklanej kuli, tylko uczymy ich jak żyć w tym niebezpiecznym a zarazem ekscytującym i pełnym wrażeń świecie.

Zobacz też: Gdy dziecko nie słucha rodziców

Jak nie stać się nadopiekuńczą matką?

– pozwól dziecku popełniać błędy

– ucz samodzielności

– nie planuj przyszłości swojemu dziecku, to ono zdecyduje kim kiedyś będzie

– pozwól dziecku się nudzić

– nie podstawiaj gotowych rozwiązań

– ucz dziecko kreatywności i organizowania sobie czasu gdy się nudzi

– pozwól decydować w drobnych sprawach

– pozostaw czasem malucha pod opieką innych osób

– nie poświęcaj całego życia swojemu dziecku, dziel swój czas na zabawę i odpoczynek

– pamiętaj, że Ty też jesteś ważna

– kochaj rozsądnie

– wyluzuj bo zwariujesz